Treść strony

Wielka szkoda

.
Wielu spośród wracających wczoraj do domu kibiców wypowiedziało tą kwestię. Szkoda, a było tak blisko. Co ciekawe, większość z nich była zadowolona z postawy Nesty Karaweli Toruń. Trudno, żeby było inaczej. Przez większą część spotkania z Mistrzem Polski - Comarch Cracovia, nasi zawodnicy dominowali na toruńskim lodowisku. Postawa "stalowych pierników" rozgrzała widownię prawie do czerwoności. Wszystko było wspaniałe: walka, ambicja, bramki, postawa bramkarza, wszystko tylko nie pewne trzy minuty trzeciej tercji.

Mecz, którego zdecydowanym faworytem była Cracovia rozpoczął się dla toruńskich zawodników wyjątkowo pomyślnie. Szybkie prowadzenie 2:0, po strzałach A. Marmurowicza i P. Połącarza, wprowadził licznie zebranych kibiców we wspaniały nastrój. Nasi chłopcy, grali jak z nut. Co chwilę stwarzali sobie dogodne sytuacje pod bramką R. Radziszewskiego. A Cracovia? Zawodnicy w pasiastych strojach, w żadnym calu nie przypominali zespołu aktualnego Mistrza Polski. Nic im nie wychodziło, grali ospale i bez pomysłu.

Druga odsłona to w dalszym ciągu zdecydowana przewaga zawodników toruńskich. Efektem takiego stanu rzeczy była trzecia bramka zdobyta przez kapitana zespołu P. Bomastka. Tuż po zdobyciu tego gola, jeden z najwierniejszych kibiców poprosił: "Uszczypnij mnie, nie wierzę". I dalej było pięknie. Walka na całej długości lodowiska, pomysłowe akcje, dyscyplina taktyczna oraz fantastyczna postawa M. Plaskiewicza, który swoimi interwencjami doprowadzał przeciwników do lekkiego załamania. Przykładem takiej interwencji był chociażby strzał A. Chmielewskiego, który chyba do dzisiaj nie wie, jak krążek nie wpadł do bramki po jego strzale z okolic bulika.

Trzecia tercja to w dalszym ciągu napór Nesty Karaweli Toruń, która uskrzydlona dopingiem swoich kibiców próbowała wciągnąć przeciwnika do swojej tercji i kontratakami przypieczętować końcowy sukces. I mogło się tak zdarzyć, gdy po strzale K. Kalinowskiego krążek huknął w poprzeczkę bramki drużyny krakowskiej. I wszystko byłoby dobrze, wszystko byłoby wspaniałe, gdyby nie 51 minuta meczu. W przeciągu 2 minut i 13 sekund, krakowianie zdobyli trzy bramki doprowadzając do remisu. Były to gole, które wytrawni sympatycy hokeja raczą nazywać "z niczego" Tak na prawdę, nikt nie wiedział co się stało, nikt nie wierzył własnym oczom. Wszystkich dopadł jakiś dziwny strach i przerażenie. Pomimo to, zespół Nesty Karaweli Toruń w dalszym ciągu dążył do rozstrzygnięcia meczu na swoją stronę. Na drodze do tego celu stanęło jednak doświadczenie krakowskich zawodników, którym udało się doprowadzić do dogrywki.

Końcówka tego spotkania, to pięć minut dogrywki, w trakcie której obie drużyny nie odsłoniły się, chcąc doprowadzić do serii rzutów karnych. Jeszcze dwie sekundy przed zakończeniem dogrywki J. Dzięgiel objechał bramkę Cracovii i mógł umieścić krążek w pustej bramce R. Radziszewskiego. Zabrakło może 5 centymetrów.  A w karnych, jak to w karnych. Bardziej doświadczeni przeciwnicy okazali się lepsi.

 

Nesta Karawela Toruń - Comarch Cracovia    3:4 (2:0; 1:0; 0:3; 0:0; 0:1)

Bramki dla Nesty: A. Marmurowicz, P. Połącarz, P. Bomastek

Kary: 4:8 min.

 

foto: cracovia.pl

« wstecz

Banery

  • -

Banery

  • Miasto Torun
  • studio-pro

Kalendarium

W tym miesiącu

Brak wydarzeń w wybranym okresie