Treść strony

Kibic, kibicowy nierówny...

.
Wywiad z Michałem Piszczkiem przybliżył kulisy kibicowania na najwyższym poziomie. Kibicowania nie ze względu na wyniki drużyny, ale dla zabawy, czerpania radości z faktu przyjścia na mecz, spotkania się ze znajomymi, których z dnia na dzień przybywało. Wywiad ukazał nie tylko historyczne uwarunkowania dla powstania Klubu Kibica na miejskim lodowisku, ale wskazał także jego wiodące elementy. Doskonale „wpisał się” w krajobraz kibica-fundamentalisty, o charakterystyce którego była mowa jakiś czas temu. W tekście „Kibice jako wspólnota niewidzialnej religii” autorstwa Dominika Antonowicza i Łukasza Wrzesińskiego pojawia się opis pięciu pozostałych grup kibiców. Obok „fundamentalistów” występują także „ortodoksi”, „kibice małej wiary”, „wierzący niepraktykujący”, „dewoci”, „ateiści”. Przyjrzyjmy się im bliżej.

„Ortodoksi”, czyli kibice głęboko wierzący, różnią się od fundamentalistów głównie tym, że nie jest dla nich ważne samo uczestnictwo w tworzeniu opraw meczowych, gdyż liczy się dla nich doping jako taki. Nie potrzebują fajerwerków ani flag, ponieważ uważają, że dla zawodników większe znaczenie ma sam fakt, że usłyszą oni przyśpiewki, pobudzające krzyki oraz teksty, które sprawią, że zaczną lepiej grać. Ponadto, w odróżnieniu od fundamentalistów, nie uznają kibiców, którzy kibicują słabiej lub w ogóle nie włączają się w doping, za coś co należy odizolować od reszty osób. „Ortodoksi” ponadto uznają klub, jego barwy i herb za pewnego rodzaju nienaruszalną świętość, a sam stadion za sanktuarium, w którym mogą się poczuć jak w domu. Jednakże z drugiej strony nie traktują oni kibicowania za coś bez czego nie można się obejść. Istnieje dla nich życie prywatne, w którym robią rzeczy niezwiązane zupełnie z klubem. Kibic-ortodoks potrafi porozmawiać na inny temat niż osiągnięcia drużyny. Będzie na każdym meczu, ale gdy ten się skończy powróci do własnego życia i skupi się na innych kwestiach z nim związanych.

„Kibic małej wiary” nie przywiązuje się zbytnio do nazwy klubu czy jego barw, ponieważ wie, że w świecie, w którym marketing i chęć zdobycia jak największych funduszy na funkcjonowanie klubu, nazwa, logo lub barwy mogą zmienić się co sezon. Dla „kibica małej wiary” istotne będzie to, jaką grę pokazują gracze „tu i teraz”, a nie jakie tradycje historyczne rządzą danym sportem w mieście. Taki kibic przywiązuje się do grających aktualnie zawodników, a nie wielbi gracza sprzed dziesięcioleci tylko dlatego, że „wypada”. Ważnym dla zrozumienia „kibica małej wiary” wydaje się także fakt, że dla niego kibicowanie jest efektem zainteresowania daną dyscypliną sportu. „Kibic małej wiary” chodzi na mecze drużyny z przyzwyczajenia lub ze względu na tradycję rodzinną, dzielnicy, w której się wychował niż ze względu na to, że jest fanatykiem broniącym zaciekle barw i nazwy klubu. Kibic ten pójdzie na mecz, pobędzie ze znajomymi te dwie godziny, porozmawia i pokibicuje, ale nie będzie w stanie kibicować na takim poziomie jak kibice zgromadzeni w najzagorzalszej grupie. Dla tego rodzaju kibica liczą się przede wszystkim wyniki drużyny i jego wygoda osobista. Jeśli nie będzie mógł przyjść na stadion to nie przyjdzie. Jeśli mecz będzie pokazany w telewizji to „kibic małej wiary” pozostanie w domu i obejrzy mecz w telewizji. Jeśli drużyna będzie przegrywała mecz za meczem wówczas nie przyjdzie na stadion, gdyż stwierdzi, że szkoda jego cennego czasu.

Kolejnym typem kibica jest „kibic wierzący, ale niepraktykujący”, dla którego barwy klubowe, nazwa i logo są także pewnego rodzaju świętością, jednak nie przywiązuje on takiej wagi do tego, by być obecnym na każdym meczu i by dopingować drużynę. Dla kibica tego rodzaju atmosfera meczu, jego oprawa a także zachowanie dużej części publiczności jest czymś nie do przyjęcia, czymś czego nie mogą uznać. Autorzy porównują to do hasła „Wiara tak! Kościół nie!”, co można rozumieć jako niechęć do sformalizowanej struktury wymagającej pełnego uczestnictwa w odbywającym się przedstawieniu. Kibic taki, jeśli nadal odnieść się do porównania z Kościołem, będzie raczej stał z tyłu, będzie zasłonięty filarem, ale jednocześnie będzie przeżywał nabożeństwo bardzo gorliwie, gdyż dla niego modlitwa będzie czymś bardzo osobistym. Podobnie z przyjściem na stadion. Kibic „wierzący, ale niepraktykujący” wtedy, gdy zdecyduje się na przyjście, usiądzie sobie z boku i w spokoju i względnej ciszy będzie obserwował toczący się pojedynek.

Ważnym dla zrozumienia środowiska kibiców wydaje się także kibic „dewota”, którego Autorzy tekstu porównują do osoby, która uczęszcza na nabożeństwa i zawsze stoi z przodu kościoła. Problemem jest tylko to, że zazwyczaj robi to tylko dlatego, by „dobrze to wyglądało”. Kibic „dewota” będzie przychodził na mecze, będzie nawet dopingował i siadał blisko kibiców-fanatyków, ale nie będzie wierzył w to, co widzi i czemu kibicuje. Nie przywiąże się do drużyny, ale z drugiej strony będzie miał większość gadżetów przez nią wydawanych. Koszulki, czapeczki, szaliki, znaczki i tym podobne gadżety służą mu przede wszystkim do tego, by zademonstrować swoje pozorne przywiązanie do danej drużyny. Kibic „dewota” jest kibicem, który musi się pokazać innym sympatykom danej drużyny. „Dewota” nie przywiązuje się do drużyny, więc nie zmienia swojego stosunku do niej, gdy zmieni ona swoją nazwę, swoje logo lub nawet miejsce, w którym rozgrywa swoje mecze. Będzie przychodził na nie także wtedy, gdy drużyna słabiej zagra, bo nie interesuje się on wynikami.

Ostatnim, opisanym przez Autorów, typem kibica jest „ateista”. „Ateista” ma to do siebie, że zna się na sporcie, fascynuje się nim, ogląda mistrzostwa świata, skoki narciarskie, formułę 1 lub zawody o wysokiej randze w różnych dyscyplinach, ale głównie po to, by napawać się widokiem doskonałości profesjonalnego, zawodowego grania. Zna większość terminów sportowych, rozumie zasady rządzące daną dyscypliną, ale na stadion lokalnej drużyny pójdzie sporadycznie lub wcale. Gdy już wybierze się na stadion wówczas, bardzo często, będzie narzekał i wytykał każdy najmniejszy błąd. „Ateista” nie przywiąże się do danej dyscypliny lub miejscowej drużyny, ponieważ jako znawca sportu będzie podążał za panującą obecnie modą. Dla niego liczyła się będzie tylko gra na najwyższym poziomie. Kibic „ateista” będzie skłonny zapłacić bardzo dużo, by móc obejrzeć mecz na wysokim poziomie, pojedzie na mecz Ligi Mistrzów, obejrzy ligę NHL, przyzna „dziką kartę” drużynie, która zapłaci, ponieważ dla niego nie liczą się emocje związane z lokalną drużyną, ale sam fakt satysfakcjonującego widowiska. Kibic „ateista” to typ nowoczesnego kibica, który wie, że to pieniądze rządzą współczesnym sportem i napędzają tę spiralę. Bez pieniędzy nie ma dobrej drużyny, bez drużyny nie ma wysokich miejsc i rangi, bez rangi i ważności meczu nie ma kibica. Kibica „ateisty”. Pozostałe pięć typów kibiców skupia się na innych elementach sportowego święta, jakim jest mecz ulubionej drużyny.
 

A Ty, Czytelniku, do którego typu się zaliczasz?


autor: em


PS.
Cały tekst pt. „Kibice jako wspólnota niewidzialnej religii” Dominika Antonowicza
i Łukasza Wrzesińskiego znajdziecie pod tym linkiem http://goool.pl/publikacje/kcik-kibicowski/1981.html .

« wstecz

Banery

  • -

Banery

  • ecenter

Banery

  • Reklama za 50zł
  • obiekt Flash - Petrus sokoły
  • Miasto Torun

Kalendarium

W tym miesiącu

Brak wydarzeń w wybranym okresie