Treść strony

Komplet punktów z Krynicą
4:2 (2:0, 2:0, 0:2)
6:2 (2:0, 3:1, 1:1)

W końcu kibice w Toruniu na własne oczy mieli okazję zobaczyć swoją drużynę. W sobotę i niedzielę na Tortorze odbyły się dwa mecze Nesty Toruń z 1928 KTH Krynica. Obydwa zakończyły się sukcesem naszej drużyny.

W sobotę mecz od pierwszych minut układał się po myśli torunian. Co prawda gra była dość wyrównana, a hokeiści z Krynicy byli wręcz szybsi od naszych zawodników, ale mieli tendencję do gry faul, co dobrze wychwytywali sędziowie, karząc kryniczan dwuminutowymi karami. Z upływem czasu agresja gości zmniejszyła się i gra stała się bardziej płynna. Około czterech minut przed końcem pierwszej tercji, jeden z toruńskich zawodników został z impetem rzucony na bandę w okolicach otwieranej bramy, co spowodowało rozbicie ochronnej tafli pleksi. Pokruszone kawałki posypały się na lód. Sędziowie zarządzili przerwę w grze i dokończenie tercji po przerwie. W tym momencie Toruń prowadził już 1:0, po bramce Bartosza Pieniaka, zdobytej podczas gry w przewadze.

Niemal tuż po wznowieniu gry po przerwie, kończąc pierwszą tercję, Nesta podwyższyła wynik na 2:0 po strzale Łukasza Chrzanowskiego. I tym razem był to gol w przewadze. Po zmianie stron od razu rozpoczęła się druga tercja, w której nasi zawodnicy zdobyli kolejne dwa gole po strzałach: Szymona Mądrowskiego i Jacka Dzięgiela. Szczególnie ta ostatnia bramka, po solowej akcji i położeniu bramkarza na lodzie, wzbudziła aplauz publiczności.

Hokeiści Nesty mieli więcej okazji, oddawali więcej strzałów, ale kryniczanie nie odpuszczali. Od początku trzeciej tercji ponownie przystąpili do ostrego pressingu, wracając do gry na pograniczu faul. Szybko doprowadziło to do starcia na pięści Jacka Dzięgiela i Mateusza Dubela. Sędziowie pozwolili zawodnikom na długą walkę, a potem odesłali obydwu do szatni. Wolniejsi od kryniczan toruńscy zawodnicy zaczęli tracić krążki, co rusz byli wyprzedzani i objeżdżani. Ta strategia gości przyniosła częściowy efekt w postaci dwóch bramek: Kamila Pawlika i Jakuba Gimińskiego. Całe szczęście, na więcej zabrakło sił i umiejętności, a wynik 4:2 utrzymał się już do końca.

W niedzielę mecz był równie ciekawy. Zawodnicy Nesty wiedzieli już, że Krynica to przeciwnik do pokonania. Zaczęli więc spokojniej, a i kryniczanie nie faulowali tak dużo jak w sobotę. Widać było, że sobotni mecz kosztował obie drużyny sporo sił. Nesta objęła prowadzenie w 5 minucie, gdy Mateusz Kurpiewski wepchnął krążek do bramki w dużym zamieszaniu. Kilka minut później Łukasz Chrzanowski wykorzystał grę w przewadze i zdobył drugiego gola.

Druga tercja toczyła się w podobnym tempie. W jej połowie Przemysław Bomastek zdobył trzecią bramkę, na co niemal natychmiast odpowiedział Damian Maczuga, zmieniając wynik na 3:1. Już w następnej minucie Krynica otrzymała szansę na poprawienie rezultatu, jednak rzutu karnego nie wykorzystał Grzegorz Horowski. Potem gra się wyrównała, a na lodowisku działo się niewiele ciekawego. Do czasu. Gdy Nesta grała w osłabieniu, Jacek Dzięgiel wykorzystał gapiostwo krynickiej obrony, ruszył do sunącego wolno w kierunku krynickiego bramkarza krążka, wyprzedził rozpaczliwie interweniującego Kachniarza, i zdobył czwartą bramkę dla Nesty. Jeszcze przed końcem tercji, Mariusz Kuchnicki podwyższył wynik, zdobywając piątą bramkę.

Trzecia tercja oczywiście przyniosła kolejne emocje. Najpierw Marek Bryła poprawił wynik dla kryniczan, jednak dwie minuty później Przemysław Bomastek wyjechał sam na sam z Danielem Kachniarzem i nie dał mu szans na obronę, ustalając wynik meczu na 6:2. A już za chwilę do walki rzucili się Krzysztof Kozak i Kamil Gościmiński. Rękawice i kaski poleciały na lód, a walka rozgorzała na długie sekundy. Kamil początkowo pasywny, w pewnym momencie przejął inicjatywę i dość wyraźnie tę walkę wygrał. Sędziowie zaczęli rozdzielać zawodników przed końcem walki, ponieważ zaczęły się tworzyć kolejne "ogniska zapalne". Na szczęście udało się zażegnać bójkę na całym lodowisku.

 

Komentarz
Po pierwszych meczach nowego sezonu w Toruniu można powiedzieć: hokej w naszym mieście na razie się uratował. To dobra wiadomość, bo przy permanentnym braku pieniędzy, każde rozwiązanie było możliwe.

Gdy w październiku zeszłego roku klub KS Toruń HSA (cóż za dziwaczna nazwa!) zdecydował o wycofaniu zespołu z rozgrywek, nikt nie wiedział czy uda się utrzymać w Toruniu struktury i zawodników. Duże zaległości finansowe zniechęcały wszystkich. Jednak po krótkim okresie niepewności, kilku starszych zawodników oraz paru juniorów z toruńskich Sokołów podjęło trud wieczornych treningów. I tak, krok po kroku, trener Andrzej Masewicz zbudował drużynę do gry w pierwszej lidze.

Trzeba wyraźnie powiedzieć, że nie jest to drużyna marzeń. Po kilku latach usilnych starań o zbudowanie w Toruniu drużyny, zdolnej walczyć o medale mistrzostw Polski, które to starania doprowadziły w finale do rozwiązania drużyny TKH, wyraźnie nadszedł czas na danie postne. Dzisiaj w Toruniu nie mamy gwiazd polskiej ligi ani obcokrajowców. Zawodnicy, którzy pozostali, musieli się pogodzić z kilkukrotnym spadkiem zarobków. Wchodzący do drużyny juniorzy mogą dorobić tyle, co w kasie supermarketu. Wszyscy zawodnicy muszą pracować, lub w inny sposób zapewnić sobie źródło utrzymania. Treningi odbywają się wieczorami, mecze w dni wolne od pracy. Nie ma więc szans na profesjonalne zaangażowanie w sport.

Ale wszystko to nie oznacza, że nie możemy liczyć na atrakcyjne mecze na Tortorze. Drużyna pokazała, że mimo wszelkich przeciwności może i chce walczyć do upadłego. Zespół 1928 KTH Krynica przyjechał do Torunia w chwale niezwyciężonego, wyjechał zaś bez punktu, z bagażem 10 bramek w sieci. Na lodzie widać było frustrację kryniczan - twarda, a chwilami wręcz agresywna gra, prowokowanie naszych zawodników, złośliwe faule - wszystko to prowadziło do "rękoczynów" - w każdym meczu był moment, gdy zawodnicy zrzucali rękawice i rozpoczynali bójkę. Ponieważ sędziowie nie interweniowali zbyt szybko, kibice mieli dodatkowe atrakcje, które przyjęli z entuzjazmem.

Frekwencja na meczach pokazała, że jest w Toruniu spore grono zaprzysięgłych zwolenników hokeja. W sobotę na meczu pojawiło się około 500 kibiców, w niedzielę nawet więcej - około 750. Praktycznie tylko żużel gromadzi w Toruniu większe grono kibiców, a przecież to tylko 1 liga. Jest więc dla kogo grać. Na niedzielnym meczu pojawili się nawet kibice z bębnem i zorganizowanym dopingiem. Tego pewnie sami zawodnicy nie oczekiwali. Teraz pozostało czekać na kolejne mecze, które gramy na Tortorze za dwa tygodnie z warszawską Legią.

« wstecz

Banery

  • -

Banery

  • ecenter

Banery

  • obiekt Flash - Petrus sokoły
  • Sklep hokejowy
  • studio-pro

Kalendarium

W tym miesiącu

Brak wydarzeń w wybranym okresie