Treść strony

Z Orlikiem na remis
6:2 (1:1, 2:0, 3:1), 2:4 (0:1, 1:1, 1:2)


W kolejnej rundzie przeciwnikiem toruńskich hokeistów była drużyna Orlika Opole.
W sobotę mecz zaczął się od mało dokładnego grania po toruńskiej stronie. Opolanie byli szybsi, bardziej zdecydowani i zdyscyplinowanie się bronili. Akcje szły dość szybko w jedną i drugą stronę, ale nic z nich nie wynikało. W połowie tercji, po indywidualnej akcji Bartosza Pieniaka, Toruń objął prowadzenie. Gdy do przerwy było już blisko, nastąpiła szybka kontra Orlika, dwóch toruńskich obrońców dało się bez problemu wyprzedzić Zabolotnemu i ten łatwo pokonał Plaskiewicza.

Druga bramka dla Torunia, po strzale Mateusza Kurpiewskiego, padła już na początku drugiej tercji a potem zapanował, częsty wśród naszych zawodników bałagan. Brak precyzji, brak zespołowej gry, brak zdecydowania. Całe szczęście w zespole Nesty gra Michał Kalinowski, który w sytuacji, gdy wysiłki zespołowe nie dawały skutku, wziął sprawy w swoje ręce i sprytnie wykorzystał zamieszanie podbramkowe.

Trzecia tercja to coraz większa przewaga Torunia i kolejne solowe wyczyny naszych zawodników. Najpierw ponownie Michał Kalinowski a za chwilę Kamil Gościmiński indywidualnie objechali obronę i bramkarza gości i zdobyli piękne bramki. Potem ponownie Kalinowski podwyższył wynik i trener gości wykorzystał czas, by pobudzić swoich zawodników do większego wysiłku. W efekcie po solowym wypadzie Nalewajki goście zdobyli drugiego gola. W sobotę tylko na tyle ich było stać.

W niedzielę od początku meczu widać było jeszcze większą determinację i dyscyplinę graczy Orlika Opole. Najwyraźniej trener gości wyciągnął wnioski z sobotniej porażki, ponieważ nasi zawodnicy nie byli w stanie poważniej zagrozić bramce opolan. Starali się oni grać bardzo czysto, by nie osłabiać zespołu dwuminutowymi karami.

Pierwsza tercja zakończyła się prowadzeniem Opola 1:0. Bramka była jak najbardziej zasłużona, a uwijający się często jak w ukropie Plaskiewicz, mógł jedynie zgłosić pretensje do gry obronnej swoich kolegów. Miał zresztą po temu wiele okazji, ponieważ nasi zawodnicy swoimi błędami wielokrotnie pomagali gościom w stwarzaniu sytuacji strzałowych.

W drugiej tercji Orlik konsekwentnie prowadził swoją grę, w efekcie zdobył drugą bramkę i spokojnie kontrolował przebieg spotkania. Dopiero gol uzyskany przez Kamila Gościmińskiego wprowadził trochę zamieszania w szyki gości. Nasz napastnik wyrwał się z solową kontrą i z dość dużej odległości, z prawego skrzydła, plasowanym strzałem znalazł drogę do siatki. Torunianie starali się wykorzystać sytuację i pójść za ciosem, jednak bez rezultatu.

Trzecia tercja przebiegała podobnie do dwóch poprzednich, do czasu gdy w zamieszaniu pod bramką gości, wycofany na niebieską linię krążek trafił do Piotra Huzarskiego. Ten bez namysłu mocno strzelił, a zasłonięty bramkarz gości nie miał żadnych szans na interwencję. W tym momencie był remis, do końca meczu było ponad pięć minut, kibice na trybunach liczyli na kolejne bramki i wygranie tego trudnego meczu. Zawodnicy toruńscy popełnili jednak kolejny fatalny błąd pod własną bramką i Plaskiewicz został ponownie pokonany z najbliższej odległości. W tej sytuacji, na minutę do końca meczu, trener Masewicz poprosił o czas, po którym bramka została pusta, a na lodzie pojawił się szósty zawodnik. Niestety toruńscy zawodnicy nie raz pokazali, że nie potrafią wykorzystywać gry w przewadze. Tak było i tym razem. Krążek został utracony zaraz po wznowieniu, a Mateusz Strużyk bez problemu skierował go z daleka do pustej bramki Nesty. I to był praktycznie koniec meczu, bo w pozostałym czasie zawodnicy nie stworzyli już żadnej akcji.

« wstecz

Banery

  • obiekt Flash

Banery

  • ecenter

Banery

  • Sklep hokejowy
  • Miasto Torun
  • obiekt Flash - Petrus sokoły

Kalendarium

W tym miesiącu

Brak wydarzeń w wybranym okresie